Back to main page


usa trip

Work & Travel 2007 - Part 1. - Work...

WARSZAWA -> AMSTERDAM - Boeing 737-400 linii KLM Royal Dutch Airlines. Wystartowal z 10-minutowym opoznieniem, ale z powodu marnej obslugi na warszawskim lotnisku. Chyba cos w tym jest, ze mowi sie, iz holenderskie kobiety sa brzydsze niz holenderskie krowy ;-) bo na pokladzie samolotu nie widzialam zadnej stewardesy tylko samych meskich stewardow. Pozniej ujawnila sie jedna, nie pierwszej urody, ale bardzo mila (lecac czterokrotnie wczesniej polskimi liniami Centralwings, gdzie stewardesy sa naprawde ladne, to roznica byla widoczna). Ale wielkim plusem linii KLM bylo dobre jedzenie: 2 kanapki - swiezutkie buleczki z ciemnego pieczywa, jedna z pasta jajeczna i bekonem, druga z serem i musztarda (pyszny holenderski ser z tych pieknych krow ;-) ), duzy wybor napojow (za pozno odkrylam, ze moge za free dostac piwo - Heinekena. Odrobie to w nastepnym locie ;-) Wzielam kawe, ktora choc troche postawila mnie na nogi po nieprzespanej nocy, zaraz po tym rozdawano kolejna ture napojow (juz bez sokow, tylko kawa, herbata, woda i piwo) oraz ciasteczka z nadzieniem karmelowym - druga kawa i cookie sprawily, ze bylam w siodmym niebie (nie wiem czy w siodmym, czy w niemieckim, ale w niebie na pewno ;-) )

AMSTERDAM -> MEMPHIS - Airbus A330-300 linii NorthWest Airlines. Juz lotnisko w Amsterdamie zrobilo na mnie wrazenie. Martwilam sie, ze majac na przesiadke 5 godzin bede siedziec gdzies w poczekalni i sie nudzic, ale atrakcji na Schiphol bylo pod dostatkiem (podobno nawet coffee-shop byl, niestety nie trafialm do niego, ale poszukam go wracajac we wrzesniu). Samo przejscie z bramki przylotu do bramki odlotu zajelo jakies 25 minut. Potem przechadzka po sklepach wolnoclowych. Za 25 euro kupilam 0,5 kg moich ulubionych zelkow haribo, 0,5 kg Snickersow i 1 L zlotej tequili Sauza (tequila 14,70 euro dla podrozujacych poza UE, 22,5 euro dla krajow UE - wiec nie moglam jej nie kupic w drodze powrotnej). Za te ceny kocham Amsterdam!

Airbus A330-300 naprawde zrobil na mnie wrazenie: wielki samolot, siedzenia w ukladzie 2 x 4 x 2, 2 przejscia, telewizor przy kazdym siedzeniu sterowany pilotem (do wyboru filmy, muzyka, gry albo sledzenie aktualnej trasy samolotu z podaniem dokladnej lokalizacji, wysokosci, predkosci, temperatury i kilometrow do pokonania)

- wlasnie siedze sobie pijac zimne piwo na wysokosci 10372 m przy predkosci 943 km/h przelatujac wlasnie nad Glasgow, GB, i sluchajac Nelly Furtado... swietnie!
Stewardesy byly wszystkie >45, zadbane kobiety z klasa, ale nie to co w polskich liniach... Jedzenie OK: na obiad do wyboru makaron lub kurczak, do tego salatki, krakersy i na deser ciastko z malinami. Zimna przekaska kilka godzin pozniej to kanapka z serem + lody. Caly czas dostepne napoje, w tym piwo i wina.

MEMPHIS -> PENSACOLA.   Przespalam cala godzinna podroz na pokladzie malego, 50-osobowego samolotu. Po przylocie wsiadlam w taksowke, pojechalam do hotelu (poprosilam o najanszy, ale dla mnie i tak kazdy powyzej 50 $ byl drogi). za 57 $ za noc (chociaz ladny i zadbany byl) . Taksowki tez drogie sa, bo nikt nimi nie jezdzi, kazdy ma samochod, na ulicy trudno spotkac przechodnia, chyba ze ktos walesa sie w ogrodku przy swoim domu.


1 day. Juz pierwszego dnia odbylam rozmowe z szeryfem. Pytal mnie co do mnie mowil taki czarnoskory facet w aucie, ktorego mijalam kilka sekund wczesniej. A ja ani goscia nie uslyszalam ani nie zrozumialam, ale z pewnoscia zostalby aresztowany gdyby powiedzial do mnie cos o podtekscie seksualnym.


2 day. Drugiego dnia znalazlam dolara na ulicy. Niby nic wielkiego, to tylko banknot 1-dolarowy, ale to byl moj obiad (mrozona pizza za 98 centow). Ogolnie to zdziwiona jestem, ze jedzenie tutaj nie jest drogie. Olbrzymi chleb tostowy za 0,69 $ (a zjadlam tylko 5 tostow, starczy wiec na kilka dni), mrozone gotowe dania roznej kuchni za 0,98 $, 8 bulek hot-dogowych za 0,69 $, paczka 10 parowek za 0,67 $, 2 litry Coca-Coli za 1,30 $ (a napoj podobny do Coli - Dr.Pepper za 0,68 $ tez za 2 l 0 nic dziwnego, ze Amerykanie pija duzo coli).


4 day. Kolejny dzien to przejechanie autostrada 10 mil (16 km) na rowerze poboczem wypelnionym martwymi szopami i pancernikami. Choc pogoda nie bya sloneczna to bylo niemilosiernie goraco i parno - gdy dotarlam na miejsce myslalam, ze umre zezmeczenia i pragnienia. A jechalam odwiedzic Basie i Tomka, ktorzy byli juz w Pensacoli od miesiaca, a nie mialam z nimi zandego kontaktu od tego czasu. Adres zdobylam od naszego supervisora i w droge! Tomka zastalam w domu, Basie odwiedzilam w pracy. Zamienilysmy tylko kilka zdan. Nie dalam rady wracac rowerem, chcialam wrocic autobusem, ktory mial odjezdzac zaraz obok miejsca pracy Basi, jednak okazalo sie ze w niedziele n ie kursuja. W miedzyczasie przeszla krotka, ale gwaltowna ulewa, ja cala zmoknieta i zrezygnowana stanelam na parkingu jakiej restauracji czy innego fast-fooda i pytalam ludzi, czy nie podwiezli by mnie 8-10 mil. Kilka osob mieszkalo w okolicy i nie jechalo tak daleko, kilka juz nie mialo miejsca w samochodzie. Juz cala rozplakana spytalam rodzine wsiadajaca do pick-upa i oni zgodzili sie mi pomoc. Byli to bardzo mili ludzie z Alabamy (babka i facet >50 i ich corka ok. 25-letnia). Chcieli mnie nawet podwiezc pod sam dom, ale poprosilam o najblizszego Wal-Mart'a (supermarket) bo musialam wczesniej zrobic zakupy (szczegolnie napoje, bo w takim klimacie pic sie chce bardzo, a woda z kranu jest zdatna do picia, ale wyjatkowo niedobra)
Po powrocie czekala na mnie niemila niespodzianka: okazalo sie, ze mieszkajacym ze mna Czechom skradziono rower, ktory stal w ganku za domem, zaraz przy kuchni. Byl jeszcze o 9:10 jak wyjezdzalam, a nie bylo go juz o 10:00. Ale to nie bylo najgorsze: po kilku minutach zauwazylam brak mojego discmana, ktory jeszcze poprzedniej nocy lezal kolo mojego lozka. Discman zginal, zostaly tylko sluchawki. Dziwil mnie fakt, ze leza same sluchawki, ktorych sama na pewno bym nie odpiela. Swiadczylo to o tym, ze ktos obcy byl w naszym domu i to kiedy trojka ludzi (dzien wczesniej dolaczylo do nas dwoch chlopakow z Polski) byla w tym czasie w swoich pokojach. jezeli ktos byl na tyle bezczelny, ze wszedl do domu i sie nie bal, to mozliwe, ze byl uzbrojony - i to sprawilo, ze zaczelismy sie naprawde bac i czuc nieswojo w dotychczas, jak sie wydawalo, tak przyjaznej okolicy...


5 day. Nudny pierwszy dzien w pracy, nudny bo 5-godzinne ogladanie filmow instruktazowych na tzw. Orientation Day. Potem powrot do domu gdzie czekaly na mnie 2 nowe swpollokatorki: 2 Ukrainki, ktore rozpoczely integracje z nami od wypicia butelki ukrainskiego koniaku. To widac bylo za malo, bo poszly do sklepu po nastepna flaszke wodki. Nie kupily bo do sklepu za daleko, zawrocily w polowie drogi.


6 day. Drugiego dnia pracy juz dbalam o czystosc dining room w Wendy's Restaurant. No i wreszcie widzialam kilku pilotow, tzw. Blue Angels. Tylko czemu kazdy Angel nie moze byc mlody i przystojny...?


7 day. Glupie murzyny w pracy smieja sie ze mnie bo wiedza, ze nie rozumiem jak ze soba szybko rozmawiaja swoim slangiem. Obgaduja mnie za plecami i maja z tego ubaw, ale za miesiac juz moze bede rozumiala co glupiego o mnie i do mnie mowia. Ale w duszy to ja sie z nich smieje, bo oni beda pracowac w tym smiesznym fast-foodzie cale zycie smazac hamburgery, a ja tylko przez 2,5 miesiaca. Ja znam 2 jezyki w stopniu komunikatywnym i 3 w podstawowym, a oni tylko swoj czarny amerykanski slang. Za rok zdobede master degree (tytul magistra) czego nie otrzyma zaden z tych pracujacych ze mna czarnuchow, ktorych jedyna rozrywka jest smianie sie ze mnie mojego sposobu wymawiania "quarter" kiedy zamawiam cwiercfunciaka z serem...
A wieczorem w gronie 2 innych Polakow i 2 Ukrainek i 2 Moldawian pilam najlepszego moldawskiego szampana (a ci czarni z mojej pracy nawet nie potrafia wypowiedziec "Moldawia").


9 day. Dzien wolny juz musialam spedzic na plazy! Nigdy wczesniej nie widzialam ani nie plywalam w oceanie (choc w Portugalii juz bylo tak blisko) a plaze nad Zatoka Meksykanska w Pensacoli podobno sliczne i najbardziej biale na swiecie, wiec musialam to sprawdzic i tak wybralam sie w 17 km podroz rowerem (w jedna strone, pomijajac fragment przebuty wutobusem). Upal niesamowity, 96 stopni F, pelne slonce, a pedalowac trzeba. Mosta Pensacola Bay Bridge, jakis 5-6 km, byl meczacy do przebycia, ale kolejny ktory prowadzil na Santa Rosa Island, na ktorej znajduje sie Pensacola Beach nad zatoka Meksykanska, to juz udreka! Prawie 2 km, z czego 1 mocno pod gorke, adrugi kilometr w dol, ale ten pierwszy daje sie tak we znaki, ze drugi nie jest ulga. Ale dotarlam, wyczerpana, spragniona i glodna, ale rzucilam rower na biale piaski plazy, rozebralam sie i do oceanu! Cieply i czysty, ale bardzo slony. Wlasnie dlatego lubie Morze Baltyckie: choc zimne i nie za czyste, to malo zasolone. No ale plywac sobie w Zatoce Meksykanskiej... lux! :-) Plaza na lewo od molo zatloczona, strzezona, na prawo juz ostatnia budka lifeguarda i malo ludzi. Tam tez sie ulokowalam. Opalajac sie sciagnelam gore bikini i wtedy baby podniosly raban, ze nie mam wyczucia smaku ani wstydu, ze jest to plaza rodzinna, za sa tu dzieci itd. Chcialam im odpowiedziec, ze mam na tyle ladne cycki, ze kazdy moze popatrzec, ale powstrzymalam sie i ubralam. Ale i tak po chwili podjechal do mnie na quadzie przystojny lifeguard i powiedzial, ze prawdopodobnie jestem tu po raz pierwszy bo nie wiem ze to plaza rodzinna i choc opalanie sie topless nie jest nielegalne to nie jest taka plaza, taka jest 7-8 mil dalej. Gdybym sie nie rozebrala przystojny ratownik nie przyjechalby do mnie ;-) W kolko plywalam i sie opalalam. No i sie spalilam. W powrotnej drodze zaczepilam rodzine z pick-upem i spytalam, czy by mnie nie podwiezli choc kawalek w strone Pensacoli. Zgodzili sie i poczestowali mnie zimna cola z lodowki, zapakowali moj rower na samochod (a mieli tez przyczepke z lodka) i podwiezli mnie jakies 10 km przez obydwa mosty. Mili ludzie (znow rodzina z Alabamy! Ta Alabama to chyba fajny stan musi byc...) Ich bylo latwiej zrozumiec niz tych wszystkich czarnych z ktorymi pracuje. Razem sie z nich posmialismy, ze murzyny maja zlote zeby bo jeszcze nie stac ich na platynowe i ze w szkole pobieraja specjalne lekcje slangu.


10 day. Nudny dzien - siedzenie w domu caly dzien. Za goraco aby gdzies wyjsc, poza tym jestem troche obolala po wczorajszym spieczeniu przez slonce. Nawet wieczoreny mecz baseballa byl nudny - poszlismy ogladac na boisko pobliskiej szkoly, a wszystkie boiska nalezace do tej szkoly byly doskonale wyposazone i zadbane. Nie mialam najmniejszego pojecia o co chodzi w tej dziwnej grze...

14 day.Moj pierwszy Independance Day (amerykanski dzien niepodleglosci) spedzilam nad zatoka Pensacola Bay na pikniku-festynie, ktory zgromadzil wielu mieszkancow miasta, przy pokazie wspanialych fajerwerkow. Zabrala nas tam poznana dzien wczesniej przez wspolmieszkancow domu Amerykanka Andrea z kolezanka. Cala grupa pojechalismy nad zatoke, gdzie powoli gromadzili sie ludzie, mielismy ze soba 2 lodowki i 2 kosze prowiantu - mnostwo puszek coli i root-beera, parowki, szynki, sery, chleby, chipsy, ciastka itp. Jedzenia pod dostatkiem. Festyn z atrakcjami i muzyka country na zywo byl zaraz obok a my siedzielismy przodem do zatoki (jak wszyscy). O 21:00 rozpoczal sie polgodzinny pokaz fajerwerkow, ktoremu towarzyszyla zgrana muzyka: pokaz w stylu swiatlo i dzwiek. Fajerwerki byly bardzi ciekawe - przewazaly ich amerykanskie kolory: biely, czerwony i niebieski. Byly tez takie, ktore eksplodowaly w ksztalt czerwonych gwiazd - takich nie widzialam nigdy wczesniej. Byl to dotychczas najlepszy moj wieczor w USA, pierwszy, ktory dostarczyl innej (a wlasciwie jakielkolwiek) rozrywki niz siedzenie w domu i rowmowa ze wspollokatorami.


19 day. Zaczynam coraz bardziej nienawidzic tego miejsca, a to wszystko z powodu braku samochodu, bez ktorego zyc tutaj dluzej sie nie da. Rower mi sie popsul, musialam wiec wracac z pracy w prawie 100-stopniowym upale 1,5 godziny na piechote brzegiem ruchliwej ulicy, kiedy co drugie auto trabi na mnie, bo nie dosc ze pieszy to rzadkosc, to na dodatek w krotkich szortach! Szlam i prawie plakalam ze zmeczenia, marzac o tym ze juz za tydzien kupie stare auto, wsiade w nie i sama pojade na plaze nawet wieczorem lub w nocy. poloze sie na cieplym piasku, poslucham szumu oceanicznych fal, odpoczne troche i pomysle nad sensem zycia...


21 day. Pijac pyszna kolumbijska kawe (jest tu bardzo tania) slucham ogloszen nadawanych we wszystkich radiostacjach o nadciagajacym huraganie... Za oknem blyska, a czy jutro nie bedzie niebezpiecznie z powodu silnego wiatru wyjsc na ulice, czy nie trzeba bedzie zabezpieczyc budynku przed zywiolem, tego nie wiem...


29 day. Reakcja na pierwszy paycheck kilka dni temu: bez entuzjazmu. Wydawalo mi sie, ze przepracowalam wiecej godzin, ale coz, widac nie. Na razie widzialam tylko jeden mysliwiec F20 wysoko na niebie, wiecej takich i innych samolotow zobacze w National Museum of Naval Aviation. Siedze wlasnie zmeczona po pracy, zajadam sie amerykanskim "pie" (nie apple-pie, bo nie lubie jablek, a cherry-pie) i mysle, kiedy uda mi sie znalezc druga prace, bo za pieniadze, ktore zarabiam w Wendy's da sie tu przezyc i troche poimprezowac, ale nie da sie zaoszczedzic, aby zwrocily sie zainwestowane w ten wyjazd pieniadze czy podrozowac po zakonczeniu pracy.

31 day.W pracy day off wiec moglam wybrac sie na plaze zobaczyc to o czym marzylam od miesiaca "Beach Air Show" czyli pokaz mysliwcow US NAVY i umiejetnosci pilotow Blue Angels nad plaza Pensacola. Awesome! 45 minut akrobacji przy niesamowitej predkosci i glosnosci. Ale naprawde robi wrazenie gdy widzi sie to na zywo! Aparat nie oddaje tego, poza tym bardzo ciezko bylo zlapac w kadr tak szybko przelatujace samoloty. Pokaz odbywa sie nad Pensacola Beach raz do roku, nic dziwnego, ze przyciaga tlumy - samochody na parkingu mialy rejestracje wszystkich mozliwych stanow, nawet z Alaski! Nie zaluje ze ten dzien spedzilamw ten sposob, moze jedyny i ostatni raz mialam szanse zobaczyc przelatujacego mysliwca tak nisko...


32 day. Quen sou...? quem nao sou..? (kim jestem, kim nie jestem?). Wo bin ich, wo bin ich nicht? (gdzie jestem, gdzie nie jestem?). What I am doing in here??? (co tutaj robie?)
Zaczynam sie czuc bezsilna... nadal nie mam auta, co trzyma mnie w miejscu aby poszukac gdzies dalej niz najblizsza okolica drugiej pracy, ktorej nadal nie mam. Wendy's juz od miesiaca nie dotrzymuje warunkow umowy i nadal nie mamy (ja ani nikt z mieszkancow naszego domu tam pracujacych) minimum 32 godzin tygodniowo. Za housing wezma nam z wyplaty 125 $, zostanie nam na zycie niewiele, nie mowiac o tym zeby podrozowac przez 2 tygodnie we wrzesniu czy przywiezc jakiekolwiek pieniadze do domu. Zaczynam sie czuc tak jak traktuja nas (tych zagranicznych studentow) w Wendy's: jak nikt, jak jakis glupek, ktory przyjechal nie wiadomo skad i lepiej niech tylko zamiata zamiast obslugiwac klientow. Mam doasc krzyczenia na mnie przez manager Pam, zlotozeba murzynke, kiedy poloze frytki klientowi na tace zamiast do pepierowej torby. Dali mi godziny pracy tak, ze bardzo trudno znalezc druga prace, bo nie pracuje ani na rano ani na druga zmiane od popoludnia do wieczora czy nocy (codziennie 11 lub 11:30 do 17-17:30). Obawiam sie ze wroce do domu znerwicowana z wrzodami zoladka (mam coraz czesciej bole brzucha) i bez pieniedzy. I ze jeszcze dlugo po tym wyjezdzie bede sie czuc jak nikt, zupelnie bezwartosciowa. Chcialabym rzucic to wszystko w cholere, opuscic Pensacole jeszcze dzis, ale nie mam rodziny ani znajomych w USA, nie mam gdzie sie udac, nie mam co ze soba zrobic.


35 day. Wczoraj juz chcialam rzucic prace. Sciagnac uniform, rzucic go na ziemie w Wendy's i krzyknac do manager Pam, murzynki z wielka dupa, ze w Europie nikt by mnie tak nie traktowal jak tutaj.
Nie rzucilam tej gupiej pracy...
Ukrainka Galina potrzymala mnie chwile za reke, wzielam kilka glebokich oddechow, pomyslalam ze nie mam rodziny ani przyjaciol w Stanach do ktorych moglabym sie udac gdybym rzucila prace i musiala opuscic dom w ktorym mieszkam i wrocilam do robienia frytek...
Na razie Ameryka, dla wielu wysniona, nie zrobila na mnie dobrego wrazenia... Minal dopiero (albo raczej juz) miesiac, jeszcze dwa przede mna. Mam nadzieje, ze to zle dobrego poczatki.


38 day. Dzwonila do mnie mama w czasie kiedy mialam przerwe w pracy. Siedzialam sobie w dining room w Wendy's wsrod klientow i zalilam sie, ze zle mnie tutaj traktuja murzyny... Bylo ich naokolo mnie mnostwo, klientow i moich wspolpracownikow sprzatajacych dining room i przysluchujacych mi sie w jakim to ja dziwnym jezyku rozmawiam. A ja takie rzeczy o nich mowilam, ze nie chcieliby tego rozumiec. I dobrze sie z tym czulam, mowiac murzynowi prawie w oczy ze jest glupi. Oni traktuja mnie tak samo - mowia cos o mnie za moimi plecami, bo wiedza, ze nie wszystko rozumiem. Ale "nie wszystko" nie znaczy "nic"! Ja co nieco rozumiem z ich monologu, a oni z mojego nie. I dobrze!
Zalilam sie tez ze nie mam nadal drugiej pracy i ze chyba bede pracowac na nocna zmiane od 22:00 do 7:00 w markecie, a mama na to, ze nie warto sie przemeczac, prawie nie spac tylko pracowac 16 godzin na dobe dla kilku dolarow, bo nie pieniadze sa najwazniejsze w zyciu a zdrowie! Nie mam juz presji, ze musze przywiezc do kraju co najmniej 2000 $ aby oddac mamie pozyczone pieniadze, ale chce! Wiec i tak bede sie starac o prace na nocna zmianie... Wiem, ze zdrowie, ale musze tez cos zarobic aby (jak moje plany sie nie zmienia) podrozowac i zyc na wlasny koszt przez ostatnie 2 tygodnie w Chicago.


40 day. Kolejny paycheck i znow rozczarowanie... Tylko 350 $ ??? A przede mna jeszcze tylko 3 wyplaty. I jak tu nie szukac drugiej pracy bedac w takiej sytuacji jak ja?
Dzis tez jezdzilam po raz pierwszy samochodem z automatyczna skrzynia biegow (Chevrolet Malibu) i pierwszy raz autem w ogole od chyba 2 lat! Juz nie mozna chyba wymyslec nic latwiejszego niz automatyczna skrzynia biegow. Hamulec - auto stoi, noga z hamulca - auto powoli rusza, gaz - auto przyspiesza. Nigdy nie gasnie, silnik nigdy nie wyje, gdy zapomni sie zmienic biegu na wyzszy, nie ma mozliwosci aby jechac na recznym. Ale brakowalo mi tego oczekiwania az bedzie mozna zmienic bieg na piaty...


43 day.Kupilam swoje pierwsze auto!!! Nissan Maxima 1990 za 300$! Silnik dziala dobrze, skrzynia biegow tez, wszystko, tylko jest zaniedbany w srodku i akumulator szwankuje, dlatego cena taka niska!
Rano czekajac na dostarczyciela gazet w Wal-Marcie zagadalam siedzacego obok mnie na lawce faceta o piwo (pytalam, czemu nigdzie nie mozna kupic pojedynczej puszki, tylko same 6, 10, 12-paki), potem powiedzialam na co czekam, a on mi na to, ze on ma do sprzedania auto ale najpierw musi porozmawiac z zona. Zadzwonil do mnie 3 godziny pozniej, o 18:00 umowilismy sie na przetestowanie samochodu. Co prawda facet wie, ze auto jest warte troche wiecej, ale ja pierwsza powiedzialam cene do ktorej chce kupic samochod dlatego sprzedaje mi go taniej niz jest wart - i to jest prawda. Jak tylko go wysprzatam w srodku, wyczyszcze z zewnatrz, to nawet Andrea, ktora pojechala tam ze mna i pomogla mi sfinalizowac transakcje powiedziala, ze moze uda mi sie go sprzedac za 700$ (jak sie nie popsuje i dojedzie do Chicago). I am soooo happy right now!
Moj samochod ma oczywiscie automatyczna skrzynie biegow, pasy bezpieczenstwa ktore sie same zapinaja, elektrycznie otwierane szyby, alu-felgi, elektrycznie sterowane lusterka, klimatyzacje, radio (ktore co prawda dziala tylko kiedy silnik i swiatla sa wlaczone, i to nie zawsze) i kilka innych bajerow, ktorych chyba nie poznam do wrzesnia. Nadal nie jestem za dobrym kierowca, nadal nie panuje nad wszystkimi rzeczami, przyciskami, pokretlami w samochodzie. Ledwo potrafilam wlaczyc wycieraczki, ale juz klimatyzacji, ktora zimnym powiertzem dmuchala mi w twarz nie potrafilam wylaczyc. No i the best bylo pierwszych kilka mil w nowym samochodzie - uzywalam lewej nogi do hamulca, prawej do gazu ;-)))




44 day. Okazalo sie, ze nie musze kupic nowego akumulatora. Pojechalam do wielkiego sklepu z czesciami samochodowymi, tam mily mlody chlopak sprawdzil mi go komputerem i dziala! Akumulator nie jest zapsuty. To zaoszczedzilam 50$. Ale ubezpieczenie... Z tego wzgledu, ze i auto stare bez poduszek powietrznych, i ze ja mam miedzynarodowe prawo jazdy a nie stanowe, to kosztowaloby mnie to 120$ w tym miesiacu i 180$ w nastepnym! Ale bez tego nie moge auta zarejestrowac... A tablice musze miec (na razie jezdze bez) wybierajac sie w prawie 2000-kilometrowa trase - gdzies policja na pewno by mnie zatrzymala.


46 day. Jezdze bardzo szybko moim autem i w centrum miasta i na dlugim moscie prowadzacym na plaze - jade jakies 65 mil/h kiedy ograniczenie jest do 45. Jest to ryzykowne bo caly cza jezdze bez tablic. Chyba lubie czasami ryzyko.
A nocna kapiel nago w oceanie byla super! Wreszcie ciemno, nie ma ludzi, nikt sie nie gapi i nie krzyczy ze to plaza rodzinna (bo pojechalam kilka mil dalej).


48 day. Jestem prawie piratem drogowym! Lamie wszelkie przepisy o ruchu drogowym i prawo stanowe. Wczoraj prowadzilam po 2 duzych piwach, dzis po 4 malych (nigdy wczesniej, mam nadzieje, ze ostatni raz), dzis na autostradzie w centrum miasta jechalam 170 km/h wyprzedzajac wszystkie auta raz z lewej raz z prawej strony, kiedy ograniczenie bylo do 110 km/h, a na moscie gnalam 160 km/h, przy ograniczeniu do 72 km/h - ledwo zatrzymalam sie przy koncu mostu, gdzie pobierana jest oplata za wjazd na Pensacola Beach (tylko pojazdy zmotoryzowane - 1 $). Mam nadzieje, ze policja mnie nie zatrzyma najwyzej uciekne, bo moje auto jeszcze nie zamkenlo licznika przy tych 170, tylko ruch byl za duzy aby jechac szybiej ;-)


52 day. Caly tydzien bardzo szybko mi zlecial. Wreszcie moge sie przemieszczac o dowolnej porze w dowolne miejsce. Wreszcie spedzam popoludnia, wieczory a czasami i noce poza domem w bardziej strakcyjnych miejscach. W koncu pojechalam noca na plaze, plywalam nago w oceanie, pojechalam do barow i pubow, ktorych bym nie odwiedzila gdyby nie samochod.
Przestalam szukac drugiej pracy, juz nie bede. Trudno, nie przywioze nic pieniedzy do Polski. Wydam wszysko na benzyne i zabawe (w tydzien przejechalam 440km tylko w samej Pensacoli, nie wyjezdzajac poza miasto, czyli stracilam 45$, ale w sumie byly to dobrze wydane pieniadze.


55 day. Czemu nie poznawalam nowych, fajnych ludzi i nie chodzilam na randki przez 5 tygodni pobytu tu, nie majac auta?? Pech, prawda? Dobrze, ze choc teraz nadrabiam ;-) Lepiej pozno niz wcale. Ale co sie wynudzilam przez 5 tygodni kazdego wieczoru to tylko ja wiem...
Upaly w ostatnich dniach niesamowite - 100 stopni F (38 C), a odczywalne temperatury siegaja 40-42 stopni z powodu wysokiej wilgotnosci powietrza. Murzyny w pracy narzekaja, ze goraco, ale co ja mam powiedziec? Przyjechalam z klimatu, gdzie przez co najmniej 4 miesiace w roku jest snieg. Jestem po raz pierwszy w klimacie zwrotnikowym.


61 day. Odliczam dni do konca pobytu w Pensacoli i czekam do weekednu. Niedziele dostalam wolna, sobote zrobie sobie sama wolna - chce ja spedzic milej niz w pracy i w lepszym towarzystwie niz zaloga Wendy's.



Kazdy pyta mnie "ooo, to twoje auto?; niezle; 300$ ???; daj znac jak bedziesz wyjezdzac i bedziesz je sprzedawac", a potem te osoby drwia ze mnie "tym autem chcesz jechac do Chicago??" TAK! Pokaze wszystkim, ze do odwaznych swiat nalezy. Dojade do tego Chicago albo i dalej do Wisconsin!
A wracajac do auta i automatycznej skrzyni biegow - jest super! Caly czas ma sie jedna reke wolna, a jedna reka mozna zrobic mnostwo rzeczy! Sama przyjemnosc tak prowadzic auto.

Next page

Links:

Guestbook - Sign / Read

My photo portfolio

Links to other pages

Aphorism about women


Contact:

 karo@bocznica.org
 Gadu-Gadu: 561565
 Skype: karo_m83