|

Work & Travel 2007 - Part 1. - Work...
WARSZAWA -> AMSTERDAM - Boeing 737-400 linii KLM Royal Dutch Airlines.
Wystartowal z 10-minutowym opoznieniem, ale z powodu marnej obslugi na
warszawskim lotnisku. Chyba cos w tym jest, ze mowi sie, iz holenderskie
kobiety sa brzydsze niz holenderskie krowy ;-) bo na pokladzie samolotu
nie widzialam zadnej stewardesy tylko samych meskich stewardow. Pozniej
ujawnila sie jedna, nie pierwszej urody, ale bardzo mila (lecac
czterokrotnie wczesniej polskimi liniami Centralwings, gdzie stewardesy sa
naprawde ladne, to roznica byla widoczna). Ale wielkim plusem linii KLM
bylo dobre jedzenie: 2 kanapki - swiezutkie buleczki z ciemnego pieczywa,
jedna z pasta jajeczna i bekonem, druga z serem i musztarda (pyszny
holenderski ser z tych pieknych krow ;-) ), duzy wybor napojow (za pozno
odkrylam, ze moge za free dostac piwo - Heinekena. Odrobie to w nastepnym
locie ;-) Wzielam kawe, ktora choc troche postawila mnie na nogi po
nieprzespanej nocy, zaraz po tym rozdawano kolejna ture napojow (juz bez
sokow, tylko kawa, herbata, woda i piwo) oraz ciasteczka z nadzieniem
karmelowym - druga kawa i cookie sprawily, ze bylam w siodmym niebie (nie
wiem czy w siodmym, czy w niemieckim, ale w niebie na pewno ;-) )
AMSTERDAM -> MEMPHIS - Airbus A330-300 linii NorthWest Airlines.
Juz lotnisko w Amsterdamie zrobilo na mnie wrazenie. Martwilam sie, ze majac
na przesiadke 5 godzin bede siedziec gdzies w poczekalni i sie nudzic, ale
atrakcji na Schiphol bylo pod dostatkiem (podobno nawet coffee-shop byl,
niestety nie trafialm do niego, ale poszukam go wracajac we wrzesniu).
Samo przejscie z bramki przylotu do bramki odlotu zajelo jakies 25 minut.
Potem przechadzka po sklepach wolnoclowych. Za 25 euro kupilam 0,5 kg
moich ulubionych zelkow haribo, 0,5 kg Snickersow i 1 L zlotej tequili
Sauza (tequila 14,70 euro dla podrozujacych poza UE, 22,5 euro dla krajow
UE - wiec nie moglam jej nie kupic w drodze powrotnej). Za te ceny kocham
Amsterdam!
Airbus A330-300 naprawde zrobil na mnie wrazenie: wielki samolot,
siedzenia w ukladzie 2 x 4 x 2, 2 przejscia, telewizor przy kazdym
siedzeniu sterowany pilotem (do wyboru filmy, muzyka, gry albo sledzenie
aktualnej trasy samolotu z podaniem dokladnej lokalizacji, wysokosci,
predkosci, temperatury i kilometrow do pokonania)
- wlasnie siedze sobie
pijac zimne piwo na wysokosci 10372 m przy predkosci 943 km/h przelatujac
wlasnie nad Glasgow, GB, i sluchajac Nelly Furtado... swietnie!
Stewardesy byly wszystkie >45, zadbane kobiety z klasa, ale nie to co w
polskich liniach... Jedzenie OK: na obiad do wyboru makaron lub kurczak,
do tego salatki, krakersy i na deser ciastko z malinami. Zimna przekaska
kilka godzin pozniej to kanapka z serem + lody. Caly czas dostepne napoje,
w tym piwo i wina.
MEMPHIS -> PENSACOLA.
Przespalam cala godzinna podroz na pokladzie malego, 50-osobowego
samolotu. Po przylocie wsiadlam w taksowke, pojechalam do hotelu
(poprosilam o najanszy, ale dla mnie i tak kazdy powyzej 50 $ byl drogi).
za 57 $ za noc (chociaz ladny i zadbany byl) . Taksowki tez drogie sa, bo
nikt nimi nie jezdzi, kazdy ma samochod, na ulicy trudno spotkac
przechodnia, chyba ze ktos walesa sie w ogrodku przy swoim domu.
1 day. Juz pierwszego dnia odbylam rozmowe z szeryfem. Pytal mnie co do
mnie mowil taki czarnoskory facet w aucie, ktorego mijalam kilka sekund
wczesniej. A ja ani goscia nie uslyszalam ani nie zrozumialam, ale z
pewnoscia zostalby aresztowany gdyby powiedzial do mnie cos o podtekscie
seksualnym.
2 day. Drugiego dnia znalazlam dolara na ulicy. Niby nic wielkiego, to
tylko banknot 1-dolarowy, ale to byl moj obiad (mrozona pizza za 98
centow). Ogolnie to zdziwiona jestem, ze jedzenie tutaj nie jest drogie.
Olbrzymi chleb tostowy za 0,69 $ (a zjadlam tylko 5 tostow, starczy wiec
na kilka dni), mrozone gotowe dania roznej kuchni za 0,98 $, 8 bulek
hot-dogowych za 0,69 $, paczka 10 parowek za 0,67 $, 2 litry Coca-Coli za
1,30 $ (a napoj podobny do Coli - Dr.Pepper za 0,68 $ tez za 2 l 0 nic
dziwnego, ze Amerykanie pija duzo coli).
4 day. Kolejny dzien to przejechanie autostrada 10 mil (16 km) na rowerze
poboczem wypelnionym martwymi szopami i pancernikami. Choc pogoda nie bya
sloneczna to bylo niemilosiernie goraco i parno - gdy dotarlam na miejsce
myslalam, ze umre zezmeczenia i pragnienia. A jechalam odwiedzic Basie i
Tomka, ktorzy byli juz w Pensacoli od miesiaca, a nie mialam z nimi
zandego kontaktu od tego czasu. Adres zdobylam od naszego supervisora i w
droge! Tomka zastalam w domu, Basie odwiedzilam w pracy. Zamienilysmy
tylko kilka zdan. Nie dalam rady wracac rowerem, chcialam wrocic
autobusem, ktory mial odjezdzac zaraz obok miejsca pracy Basi, jednak
okazalo sie ze w niedziele n ie kursuja. W miedzyczasie przeszla krotka,
ale gwaltowna ulewa, ja cala zmoknieta i zrezygnowana stanelam na parkingu
jakiej restauracji czy innego fast-fooda i pytalam ludzi, czy nie
podwiezli by mnie 8-10 mil. Kilka osob mieszkalo w okolicy i nie jechalo
tak daleko, kilka juz nie mialo miejsca w samochodzie. Juz cala rozplakana
spytalam rodzine wsiadajaca do pick-upa i oni zgodzili sie mi pomoc. Byli
to bardzo mili ludzie z Alabamy (babka i facet >50 i ich corka ok.
25-letnia). Chcieli mnie nawet podwiezc pod sam dom, ale poprosilam o
najblizszego Wal-Mart'a (supermarket) bo musialam wczesniej zrobic zakupy
(szczegolnie napoje, bo w takim klimacie pic sie chce bardzo, a woda z
kranu jest zdatna do picia, ale wyjatkowo niedobra)
Po powrocie czekala na mnie niemila niespodzianka: okazalo sie, ze
mieszkajacym ze mna Czechom skradziono rower, ktory stal w ganku za domem,
zaraz przy kuchni. Byl jeszcze o 9:10 jak wyjezdzalam, a nie bylo go juz o
10:00. Ale to nie bylo najgorsze: po kilku minutach zauwazylam brak mojego
discmana, ktory jeszcze poprzedniej nocy lezal kolo mojego lozka. Discman
zginal, zostaly tylko sluchawki. Dziwil mnie fakt, ze leza same sluchawki,
ktorych sama na pewno bym nie odpiela. Swiadczylo to o tym, ze ktos obcy
byl w naszym domu i to kiedy trojka ludzi (dzien wczesniej dolaczylo do
nas dwoch chlopakow z Polski) byla w tym czasie w swoich pokojach. jezeli
ktos byl na tyle bezczelny, ze wszedl do domu i sie nie bal, to mozliwe,
ze byl uzbrojony - i to sprawilo, ze zaczelismy sie naprawde bac i czuc
nieswojo w dotychczas, jak sie wydawalo, tak przyjaznej okolicy...
5 day. Nudny pierwszy dzien w pracy, nudny bo 5-godzinne ogladanie filmow
instruktazowych na tzw. Orientation Day. Potem powrot do domu gdzie
czekaly na mnie 2 nowe swpollokatorki: 2 Ukrainki, ktore rozpoczely
integracje z nami od wypicia butelki ukrainskiego koniaku. To widac bylo
za malo, bo poszly do sklepu po nastepna flaszke wodki. Nie kupily bo do
sklepu za daleko, zawrocily w polowie drogi.
6 day. Drugiego dnia pracy juz dbalam o czystosc dining room w Wendy's
Restaurant. No i wreszcie widzialam kilku pilotow, tzw. Blue Angels. Tylko
czemu kazdy Angel nie moze byc mlody i przystojny...?
7 day. Glupie murzyny w pracy smieja sie ze mnie bo wiedza, ze nie
rozumiem jak ze soba szybko rozmawiaja swoim slangiem. Obgaduja mnie za
plecami i maja z tego ubaw, ale za miesiac juz moze bede rozumiala co
glupiego o mnie i do mnie mowia. Ale w duszy to ja sie z nich smieje, bo
oni beda pracowac w tym smiesznym fast-foodzie cale zycie smazac
hamburgery, a ja tylko przez 2,5 miesiaca. Ja znam 2 jezyki w stopniu
komunikatywnym i 3 w podstawowym, a oni tylko swoj czarny amerykanski
slang. Za rok zdobede master degree (tytul magistra) czego nie otrzyma
zaden z tych pracujacych ze mna czarnuchow, ktorych jedyna rozrywka jest
smianie sie ze mnie mojego sposobu wymawiania "quarter" kiedy zamawiam
cwiercfunciaka z serem...
A wieczorem w gronie 2 innych Polakow i 2 Ukrainek i 2 Moldawian pilam
najlepszego moldawskiego szampana (a ci czarni z mojej pracy nawet nie
potrafia wypowiedziec "Moldawia").
9 day. Dzien wolny juz musialam spedzic na plazy! Nigdy wczesniej nie
widzialam ani nie plywalam w oceanie (choc w Portugalii juz bylo tak
blisko) a plaze nad Zatoka Meksykanska w Pensacoli podobno sliczne i
najbardziej biale na swiecie, wiec musialam to sprawdzic i tak wybralam
sie w 17 km podroz rowerem (w jedna strone, pomijajac fragment przebuty
wutobusem). Upal niesamowity, 96 stopni F, pelne slonce, a pedalowac
trzeba. Mosta Pensacola Bay Bridge, jakis 5-6 km, byl meczacy do
przebycia, ale kolejny ktory prowadzil na Santa Rosa Island, na ktorej
znajduje sie Pensacola Beach nad zatoka Meksykanska, to juz udreka! Prawie
2 km, z czego 1 mocno pod gorke, adrugi kilometr w dol, ale ten pierwszy
daje sie tak we znaki, ze drugi nie jest ulga. Ale dotarlam, wyczerpana,
spragniona i glodna, ale rzucilam rower na biale piaski plazy, rozebralam
sie i do oceanu! Cieply i czysty, ale bardzo slony. Wlasnie dlatego lubie
Morze Baltyckie: choc zimne i nie za czyste, to malo zasolone. No ale
plywac sobie w Zatoce Meksykanskiej... lux! :-) Plaza na lewo od molo
zatloczona, strzezona, na prawo juz ostatnia budka lifeguarda i malo
ludzi. Tam tez sie ulokowalam. Opalajac sie sciagnelam gore bikini i wtedy
baby podniosly raban, ze nie mam wyczucia smaku ani wstydu, ze jest to
plaza rodzinna, za sa tu dzieci itd. Chcialam im odpowiedziec, ze mam na
tyle ladne cycki, ze kazdy moze popatrzec, ale powstrzymalam sie i ubralam.
Ale i tak po chwili podjechal do mnie na quadzie przystojny lifeguard i
powiedzial, ze prawdopodobnie jestem tu po raz pierwszy bo nie wiem ze to
plaza rodzinna i choc opalanie sie topless nie jest nielegalne to nie jest
taka plaza, taka jest 7-8 mil dalej. Gdybym sie nie rozebrala przystojny
ratownik nie przyjechalby do mnie ;-) W kolko plywalam i sie opalalam. No
i sie spalilam. W powrotnej drodze zaczepilam rodzine z pick-upem i
spytalam, czy by mnie nie podwiezli choc kawalek w strone Pensacoli.
Zgodzili sie i poczestowali mnie zimna cola z lodowki, zapakowali moj
rower na samochod (a mieli tez przyczepke z lodka) i podwiezli mnie jakies
10 km przez obydwa mosty. Mili ludzie (znow rodzina z Alabamy! Ta Alabama
to chyba fajny stan musi byc...) Ich bylo latwiej zrozumiec niz tych
wszystkich czarnych z ktorymi pracuje. Razem sie z nich posmialismy, ze
murzyny maja zlote zeby bo jeszcze nie stac ich na platynowe i ze w szkole
pobieraja specjalne lekcje slangu.
10 day. Nudny dzien - siedzenie w domu caly dzien. Za goraco aby gdzies
wyjsc, poza tym jestem troche obolala po wczorajszym spieczeniu przez
slonce. Nawet wieczoreny mecz baseballa byl nudny - poszlismy ogladac na
boisko pobliskiej szkoly, a wszystkie boiska nalezace do tej szkoly byly
doskonale wyposazone i zadbane. Nie mialam najmniejszego pojecia o co
chodzi w tej dziwnej grze...

14 day.Moj pierwszy Independance Day (amerykanski dzien niepodleglosci)
spedzilam nad zatoka Pensacola Bay na pikniku-festynie, ktory zgromadzil
wielu mieszkancow miasta, przy pokazie wspanialych fajerwerkow. Zabrala
nas tam poznana dzien wczesniej przez wspolmieszkancow domu Amerykanka
Andrea z kolezanka. Cala grupa pojechalismy nad zatoke, gdzie powoli
gromadzili sie ludzie, mielismy ze soba 2 lodowki i 2 kosze prowiantu -
mnostwo puszek coli i root-beera, parowki, szynki, sery, chleby, chipsy,
ciastka itp. Jedzenia pod dostatkiem. Festyn z atrakcjami i muzyka country
na zywo byl zaraz obok a my siedzielismy przodem do zatoki (jak wszyscy).
O 21:00 rozpoczal sie polgodzinny pokaz fajerwerkow, ktoremu towarzyszyla
zgrana muzyka: pokaz w stylu swiatlo i dzwiek. Fajerwerki byly bardzi
ciekawe - przewazaly ich amerykanskie kolory: biely, czerwony i niebieski.
Byly tez takie, ktore eksplodowaly w ksztalt czerwonych gwiazd - takich
nie widzialam nigdy wczesniej. Byl to dotychczas najlepszy moj wieczor w
USA, pierwszy, ktory dostarczyl innej (a wlasciwie jakielkolwiek) rozrywki
niz siedzenie w domu i rowmowa ze wspollokatorami.
19 day. Zaczynam coraz bardziej nienawidzic tego miejsca, a to wszystko z
powodu braku samochodu, bez ktorego zyc tutaj dluzej sie nie da. Rower mi
sie popsul, musialam wiec wracac z pracy w prawie 100-stopniowym upale 1,5
godziny na piechote brzegiem ruchliwej ulicy, kiedy co drugie auto trabi
na mnie, bo nie dosc ze pieszy to rzadkosc, to na dodatek w krotkich
szortach! Szlam i prawie plakalam ze zmeczenia, marzac o tym ze juz za
tydzien kupie stare auto, wsiade w nie i sama pojade na plaze nawet
wieczorem lub w nocy. poloze sie na cieplym piasku, poslucham szumu
oceanicznych fal, odpoczne troche i pomysle nad sensem zycia...
21 day. Pijac pyszna kolumbijska kawe (jest tu bardzo tania) slucham
ogloszen nadawanych we wszystkich radiostacjach o nadciagajacym
huraganie... Za oknem blyska, a czy jutro nie bedzie niebezpiecznie z
powodu silnego wiatru wyjsc na ulice, czy nie trzeba bedzie zabezpieczyc
budynku przed zywiolem, tego nie wiem...
29 day. Reakcja na pierwszy paycheck kilka dni temu: bez entuzjazmu.
Wydawalo mi sie, ze przepracowalam wiecej godzin, ale coz, widac nie. Na
razie widzialam tylko jeden mysliwiec F20 wysoko na niebie, wiecej takich
i innych samolotow zobacze w National Museum of Naval Aviation. Siedze
wlasnie zmeczona po pracy, zajadam sie amerykanskim "pie" (nie apple-pie,
bo nie lubie jablek, a cherry-pie) i mysle, kiedy uda mi sie znalezc druga
prace, bo za pieniadze, ktore zarabiam w Wendy's da sie tu przezyc i
troche poimprezowac, ale nie da sie zaoszczedzic, aby zwrocily sie
zainwestowane w ten wyjazd pieniadze czy podrozowac po zakonczeniu pracy.

31 day.W pracy day off wiec moglam wybrac sie na plaze zobaczyc to o czym
marzylam od miesiaca "Beach Air Show" czyli pokaz mysliwcow US NAVY i
umiejetnosci pilotow Blue Angels nad plaza Pensacola. Awesome! 45 minut
akrobacji przy niesamowitej predkosci i glosnosci. Ale naprawde robi
wrazenie gdy widzi sie to na zywo! Aparat nie oddaje tego, poza tym bardzo
ciezko bylo zlapac w kadr tak szybko przelatujace samoloty. Pokaz odbywa
sie nad Pensacola Beach raz do roku, nic dziwnego, ze przyciaga tlumy -
samochody na parkingu mialy rejestracje wszystkich mozliwych stanow, nawet
z Alaski! Nie zaluje ze ten dzien spedzilamw ten sposob, moze jedyny i
ostatni raz mialam szanse zobaczyc przelatujacego mysliwca tak nisko...
32 day. Quen sou...? quem nao sou..? (kim jestem, kim nie jestem?). Wo bin
ich, wo bin ich nicht? (gdzie jestem, gdzie nie jestem?). What I am doing
in here??? (co tutaj robie?)
Zaczynam sie czuc bezsilna... nadal nie mam auta, co trzyma mnie w miejscu
aby poszukac gdzies dalej niz najblizsza okolica drugiej pracy, ktorej
nadal nie mam. Wendy's juz od miesiaca nie dotrzymuje warunkow umowy i
nadal nie mamy (ja ani nikt z mieszkancow naszego domu tam pracujacych)
minimum 32 godzin tygodniowo. Za housing wezma nam z wyplaty 125 $,
zostanie nam na zycie niewiele, nie mowiac o tym zeby podrozowac przez 2
tygodnie we wrzesniu czy przywiezc jakiekolwiek pieniadze do domu.
Zaczynam sie czuc tak jak traktuja nas (tych zagranicznych studentow) w
Wendy's: jak nikt, jak jakis glupek, ktory przyjechal nie wiadomo skad i
lepiej niech tylko zamiata zamiast obslugiwac klientow. Mam doasc
krzyczenia na mnie przez manager Pam, zlotozeba murzynke, kiedy poloze
frytki klientowi na tace zamiast do pepierowej torby. Dali mi godziny
pracy tak, ze bardzo trudno znalezc druga prace, bo nie pracuje ani na
rano ani na druga zmiane od popoludnia do wieczora czy nocy (codziennie 11
lub 11:30 do 17-17:30). Obawiam sie ze wroce do domu znerwicowana z
wrzodami zoladka (mam coraz czesciej bole brzucha) i bez pieniedzy. I ze
jeszcze dlugo po tym wyjezdzie bede sie czuc jak nikt, zupelnie
bezwartosciowa. Chcialabym rzucic to wszystko w cholere, opuscic Pensacole
jeszcze dzis, ale nie mam rodziny ani znajomych w USA, nie mam gdzie sie
udac, nie mam co ze soba zrobic.
35 day. Wczoraj juz chcialam rzucic prace. Sciagnac uniform, rzucic go na
ziemie w Wendy's i krzyknac do manager Pam, murzynki z wielka dupa, ze w
Europie nikt by mnie tak nie traktowal jak tutaj.
Nie rzucilam tej gupiej pracy...
Ukrainka Galina potrzymala mnie chwile za reke, wzielam kilka glebokich
oddechow, pomyslalam ze nie mam rodziny ani przyjaciol w Stanach do
ktorych moglabym sie udac gdybym rzucila prace i musiala opuscic dom w
ktorym mieszkam i wrocilam do robienia frytek...
Na razie Ameryka, dla wielu wysniona, nie zrobila na mnie dobrego wrazenia...
Minal dopiero (albo raczej juz) miesiac, jeszcze dwa przede mna. Mam
nadzieje, ze to zle dobrego poczatki.
38 day. Dzwonila do mnie mama w czasie kiedy mialam przerwe w pracy.
Siedzialam sobie w dining room w Wendy's wsrod klientow i zalilam sie, ze
zle mnie tutaj traktuja murzyny... Bylo ich naokolo mnie mnostwo, klientow
i moich wspolpracownikow sprzatajacych dining room i przysluchujacych mi
sie w jakim to ja dziwnym jezyku rozmawiam. A ja takie rzeczy o nich
mowilam, ze nie chcieliby tego rozumiec. I dobrze sie z tym czulam, mowiac
murzynowi prawie w oczy ze jest glupi. Oni traktuja mnie tak samo - mowia
cos o mnie za moimi plecami, bo wiedza, ze nie wszystko rozumiem. Ale "nie
wszystko" nie znaczy "nic"! Ja co nieco rozumiem z ich monologu, a oni z
mojego nie. I dobrze!
Zalilam sie tez ze nie mam nadal drugiej pracy i ze chyba bede pracowac na
nocna zmiane od 22:00 do 7:00 w markecie, a mama na to, ze nie warto sie
przemeczac, prawie nie spac tylko pracowac 16 godzin na dobe dla kilku
dolarow, bo nie pieniadze sa najwazniejsze w zyciu a zdrowie! Nie mam juz
presji, ze musze przywiezc do kraju co najmniej 2000 $ aby oddac mamie
pozyczone pieniadze, ale chce! Wiec i tak bede sie starac o prace na nocna
zmianie... Wiem, ze zdrowie, ale musze tez cos zarobic aby (jak moje plany
sie nie zmienia) podrozowac i zyc na wlasny koszt przez ostatnie 2
tygodnie w Chicago.
40 day. Kolejny paycheck i znow rozczarowanie... Tylko 350 $ ??? A przede mna
jeszcze tylko 3 wyplaty. I jak tu nie szukac drugiej pracy bedac w takiej
sytuacji jak ja?
Dzis tez jezdzilam po raz pierwszy samochodem z automatyczna skrzynia
biegow (Chevrolet Malibu) i pierwszy raz autem w ogole od chyba 2 lat! Juz
nie mozna chyba wymyslec nic latwiejszego niz automatyczna skrzynia
biegow. Hamulec - auto stoi, noga z hamulca - auto powoli rusza, gaz -
auto przyspiesza. Nigdy nie gasnie, silnik nigdy nie wyje, gdy zapomni sie
zmienic biegu na wyzszy, nie ma mozliwosci aby jechac na recznym. Ale
brakowalo mi tego oczekiwania az bedzie mozna zmienic bieg na piaty...
43 day.Kupilam swoje pierwsze auto!!! Nissan Maxima 1990 za 300$! Silnik
dziala dobrze, skrzynia biegow tez, wszystko, tylko jest zaniedbany w
srodku i akumulator szwankuje, dlatego cena taka niska!
Rano czekajac na dostarczyciela gazet w Wal-Marcie zagadalam siedzacego
obok mnie na lawce faceta o piwo (pytalam, czemu nigdzie nie mozna kupic
pojedynczej puszki, tylko same 6, 10, 12-paki), potem powiedzialam na co
czekam, a on mi na to, ze on ma do sprzedania auto ale najpierw musi
porozmawiac z zona. Zadzwonil do mnie 3 godziny pozniej, o 18:00
umowilismy sie na przetestowanie samochodu. Co prawda facet wie, ze auto
jest warte troche wiecej, ale ja pierwsza powiedzialam cene do ktorej chce
kupic samochod dlatego sprzedaje mi go taniej niz jest wart - i to jest
prawda. Jak tylko go wysprzatam w srodku, wyczyszcze z zewnatrz, to nawet
Andrea, ktora pojechala tam ze mna i pomogla mi sfinalizowac transakcje
powiedziala, ze moze uda mi sie go sprzedac za 700$ (jak sie nie popsuje i
dojedzie do Chicago). I am soooo happy right now!
Moj samochod ma oczywiscie automatyczna skrzynie biegow, pasy
bezpieczenstwa ktore sie same zapinaja, elektrycznie otwierane szyby,
alu-felgi, elektrycznie sterowane lusterka, klimatyzacje, radio (ktore co
prawda dziala tylko kiedy silnik i swiatla sa wlaczone, i to nie zawsze) i
kilka innych bajerow, ktorych chyba nie poznam do wrzesnia. Nadal nie
jestem za dobrym kierowca, nadal nie panuje nad wszystkimi rzeczami,
przyciskami, pokretlami w samochodzie. Ledwo potrafilam wlaczyc
wycieraczki, ale juz klimatyzacji, ktora zimnym powiertzem dmuchala mi w
twarz nie potrafilam wylaczyc. No i the best bylo pierwszych kilka mil w
nowym samochodzie - uzywalam lewej nogi do hamulca, prawej do gazu ;-)))

44 day. Okazalo sie, ze nie musze kupic nowego akumulatora. Pojechalam do
wielkiego sklepu z czesciami samochodowymi, tam mily mlody chlopak
sprawdzil mi go komputerem i dziala! Akumulator nie jest zapsuty. To
zaoszczedzilam 50$. Ale ubezpieczenie... Z tego wzgledu, ze i auto stare
bez poduszek powietrznych, i ze ja mam miedzynarodowe prawo jazdy a nie
stanowe, to kosztowaloby mnie to 120$ w tym miesiacu i 180$ w nastepnym!
Ale bez tego nie moge auta zarejestrowac... A tablice musze miec (na razie
jezdze bez) wybierajac sie w prawie 2000-kilometrowa trase - gdzies
policja na pewno by mnie zatrzymala.
46 day. Jezdze bardzo szybko moim autem i w centrum miasta i na dlugim
moscie prowadzacym na plaze - jade jakies 65 mil/h kiedy ograniczenie jest
do 45. Jest to ryzykowne bo caly cza jezdze bez tablic. Chyba lubie
czasami ryzyko.
A nocna kapiel nago w oceanie byla super! Wreszcie ciemno, nie ma ludzi,
nikt sie nie gapi i nie krzyczy ze to plaza rodzinna (bo pojechalam kilka
mil dalej).
48 day. Jestem prawie piratem drogowym! Lamie wszelkie przepisy o ruchu
drogowym i prawo stanowe. Wczoraj prowadzilam po 2 duzych piwach, dzis po
4 malych (nigdy wczesniej, mam nadzieje, ze ostatni raz), dzis na
autostradzie w centrum miasta jechalam 170 km/h wyprzedzajac wszystkie
auta raz z lewej raz z prawej strony, kiedy ograniczenie bylo do 110 km/h,
a na moscie gnalam 160 km/h, przy ograniczeniu do 72 km/h - ledwo
zatrzymalam sie przy koncu mostu, gdzie pobierana jest oplata za wjazd na
Pensacola Beach (tylko pojazdy zmotoryzowane - 1 $). Mam nadzieje, ze
policja mnie nie zatrzyma najwyzej uciekne, bo moje auto jeszcze nie
zamkenlo licznika przy tych 170, tylko ruch byl za duzy aby jechac szybiej
;-)
52 day. Caly tydzien bardzo szybko mi zlecial. Wreszcie moge sie
przemieszczac o dowolnej porze w dowolne miejsce. Wreszcie spedzam
popoludnia, wieczory a czasami i noce poza domem w bardziej strakcyjnych
miejscach. W koncu pojechalam noca na plaze, plywalam nago w oceanie,
pojechalam do barow i pubow, ktorych bym nie odwiedzila gdyby nie
samochod.
Przestalam szukac drugiej pracy, juz nie bede. Trudno, nie przywioze nic
pieniedzy do Polski. Wydam wszysko na benzyne i zabawe (w tydzien
przejechalam 440km tylko w samej Pensacoli, nie wyjezdzajac poza miasto,
czyli stracilam 45$, ale w sumie byly to dobrze wydane pieniadze.
55 day. Czemu nie poznawalam nowych, fajnych ludzi i nie chodzilam na
randki przez 5 tygodni pobytu tu, nie majac auta?? Pech, prawda?
Dobrze, ze choc teraz nadrabiam ;-) Lepiej pozno niz wcale. Ale co sie
wynudzilam przez 5 tygodni kazdego wieczoru to tylko ja wiem...
Upaly w ostatnich dniach niesamowite - 100 stopni F (38 C), a odczywalne
temperatury siegaja 40-42 stopni z powodu wysokiej wilgotnosci powietrza.
Murzyny w pracy narzekaja, ze goraco, ale co ja mam powiedziec?
Przyjechalam z klimatu, gdzie przez co najmniej 4 miesiace w roku jest
snieg. Jestem po raz pierwszy w klimacie zwrotnikowym.
61 day. Odliczam dni do konca pobytu w Pensacoli i czekam do weekednu.
Niedziele dostalam wolna, sobote zrobie sobie sama wolna - chce ja spedzic
milej niz w pracy i w lepszym towarzystwie niz zaloga Wendy's.

Kazdy pyta mnie "ooo, to twoje auto?; niezle; 300$ ???; daj znac jak
bedziesz wyjezdzac i bedziesz je sprzedawac", a potem te osoby drwia ze
mnie "tym autem chcesz jechac do Chicago??" TAK! Pokaze wszystkim, ze do
odwaznych swiat nalezy. Dojade do tego Chicago albo i dalej do Wisconsin!
A wracajac do auta i automatycznej skrzyni biegow - jest super! Caly czas
ma sie jedna reke wolna, a jedna reka mozna zrobic mnostwo rzeczy! Sama
przyjemnosc tak prowadzic auto.
|